[TO ŻYCIE NIE MA SENSU NIE WSZYSTKO IDZIE Z RODOWEGO] - fragmenty sesji indywidualnej, spisane i opracowane na podstawie notatek - ONA: to życie dla 4. Życie z pasją ma działanie profilaktyczne. 5. Pasja - sposobem na relaks i wypoczynek. A do jakich negatywnych skutków prowadzi BRAK pasji? Ludzie nieposiadający w życiu żadnej pasji, częściej doświadczają negatywnych emocji, lęku oraz fizycznych objawów różnych chorób. Życie bez pasji często wydaje się płytkie i puste. Witam, od dawna mam nieodparte wrażenie, że moje życie nie ma sensu. Kiedyś byłam duszą towarzystwa. Potrafiłam rozmawiać ze wszystkimi o wszystkim, a dziś siedzę na kanapie znudzona codziennym życiem. Nie potrafię nawet normalnie porozmawiać z ludźmi. Siedzę ze znajomymi i nie wiem, o czym z nimi rozmawiać, siedzę cicho jak Pierdolnik(czyli moje życie nie ma sensu) Random 30.11 2019 1w #mojeżycietożart 07.12.2019 1w #pisze Mój pierdolnik, a kiedyś fakty i ciekawostki ze świata i moje opinie Pls przeczytaj ;-; Ja mam 26 lat, nigdy Nie byłam zakochana a moje życie to wegetacja :( z roku na rok jest coraz gorzej bez tej milosci :( Zycie bez milosci naprawde nie ma sensu. Regulamin; Jestem ze swoim chłopakiem od 7 miesięcy, mamy po 19 lat. On pracuje, ja dopiero kończę szkołę. Od kilku tygodni spóźnia mi się okres, test zrobiłam kilka dni temu, ponieważ w żadnym . nie ma sensu? a to dlaczego? przestań, stało się coś złego, ale każdemu takie coś się zdarza. nie możesz rezygnować z tylu możliwości, jakie daje życie. nie odrazu Kraków zbudowano. świat ma Tobie wiele do zaoferowania, tylko być może siedzisz całymi dniami w domu, dosłownie jak w średniowieczu, nie wiedząc jakie ciekawe rzeczy dzieją się na świecie, być może w centrum Twojego miasta? nigdy nie odbieraj sobie życia z powodu jakiegoś głupiego chłopaka. każdy ma prawo popełniać błędy, i Ty, i on, i musimy się liczyć z tym, że na ludzi nie ma co zawsze liczyć. wypłacz się, odreaguj swoje smutki, i pamiętaj, że zwycięzcą jest nie ten, który ma wszystko podane na tacy, lecz ten który potrafii zachować zimną krew w trudnej sytuacji. faceci to świnie, zwłaszcza, gdy zbyt łatwo damy im siebie zdobyć! szanuj się, i zastanów się jeszcze raz, jaki masz szacunek do samej siebie, i co robisz ze swoim życiem, skoro planujesz się zabić. Coś jest nie tak, pomyśl jak zmienić swoje życie na lepsze, i nie patrz na samotność wielkimi oczami, bo do niej trzeba się uczyć przydzwyczajać, niektórzy w samotności rozwijają pasje, co jest dobre i konstruktywne. Witam serdecznie! Opisywane przez Ciebie pogorszenie samopoczucia może wskazywać na depresję. Typowym objawem depresji jest obniżenie natroju i napędu, spowolnienie, apatia, izolowanie się od innych ludzi, brak odczuwania przyjemności. Depresja najczęściej pojawia się w wieku 20-30 zaś w ok. 30% przypadków może pojawić się przed 20 Czynnikiem wyzwalającym może być sytuacja przeciążenia stresem, straty bliskiej osoby, zmiana sytuacji życiowej. Znajdujesz się teraz w trudnym momencie życia. Nie zapominaj jednak, że bez względu na to, jaką decyzję podejmiesz odnośnie dalszej przyszłości, wyboru kierunku studiów, bedziesz mogła ją zmienić. Wiele osób dokonuje wyboru dalszej drogi życiowej pod naciskiem rodziny. Z czasem zmieniają swoje decyzje. Rozmowa z bliską osobą, przyjacielem, psychoterapeutą może pomóc w zrozumieniu Twoich potrzeb i wyjaśnić wątpliwości. Z pewnością są w Twoim otoczeniu osoby, którym zależy na kontakcie z Tobą, niepokoją się o Ciebie. Być może nie potrafisz teraz tego dostrzec z powodu depresji. Depresja zniekształca sposób myślenia o sobie, otoczeniu i przyszłości. Typową cechą takiego myślenia jest np. pomijanie pozytywnych i informacji oraz wybiórcza uwaga. Postaraj się podtrzymywać kontakt z innymi, przeznaczać czas na relaks, odpoczynek. Polecam Ci również konsultację z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą. Bezpłatną pomoc - zarówno wizyty lekarskie, jak i psychoterapię - można uzyskać w publicznych zakładach opieki zdrowotnej lub placówkach niepublicznych, które mają podpisany kontrakt z NFZ. Psychiatra i psycholog przyjmuje zazwyczaj w ramach Poradni Zdrowia Psychicznego. Psychiatra może mieć również gabinet w poradni wielospecjalistycznej. Nie jest potrzebne skierowanie. Na wizytę z reguły trzeba się zapisać z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. Możesz również skorzystać z wizyty w ramach prywatnej praktyki psychiatrycznej lub psychoterapeutycznej. Polecam Ci również podręcznik dla pacjentów z depresją ,,Umysł ponad nastrojem" Ch. Padesky'ego. Serdecznie pozdrawiam Lech Dyblik to aktor znany z kilkudziesięciu filmów, seriali i wielu ról teatralnych. Debiutował pod koniec lat 70. i szybko odnalazł się w show-biznesie. Niestety w parze z sukcesem szedł alkoholizm i najgorsze myśli. Dopiero po latach zrozumiał, że jego życie nie jest Dyblik na planie serialu "Blondynka"Źródło: AKPA, fot: AKPATrudno sobie wyobrazić takie produkcje jak "Ogniem i mieczem", "Pierwsza miłość", "Przedwiośnie", "Londyńczycy", "Zemsta", "Wesele", "Wiedźmin", "Blondynka" czy "Świat wedlug Kiepskich" bez Lecha Dyblika. Zanim jednak aktor zagrał w tych filmach i serialach, mierzył się z poważnymi problemami, które mogły go kosztować Zanim podjąłem leczenie, myślałem, że samobójstwo będzie najlepszym pomysłem. Uważałem, że moje życie nie ma sensu, szkoda wysiłku - wyznał portalowi Aleteia. - Dziękuję Bogu, że nie skończyłem ze sobą. Okazało się, że moje życie jest atrakcyjne i pełne satysfakcji! - dodał aktor, który nie pije od prawie trzech dekad i jest twarzą kampanii antyalkoholowych. Gwiazdy, które przyznały się do depresjiSwoim przykładem dzieli się także z więźniami. Aktor jeździł do kryminałów, gdzie podnosił na duchu ludzi, z którymi kiedyś mógł się utożsamiać. - Więźniowie mają poczucie, że są nikim, ich życie jest skończone. Ja im mówię: "Nie! Jeszcze wiele przed tobą. Wszystko można zmienić!" - dodał aktor. Niedawno ogłoszono, że "Świat według Kiepskich", w którym Dyblik od 2010 r. grał drugoplanową rolę Badury, nie doczeka się nowych odcinków. Aktor nie narzeka jednak na brak zajęć. Już teraz powstają trzy filmy z jego udziałem: "The Delegation", "Skarbek" i "Magiczny kwiat paproci". Jeśli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz porozmawiać z psychologiem, dzwoń pod bezpłatny numer 116 123 lub 22 484 88 01. Listę miejsc, w których możesz szukać pomocy, znajdziesz też podcastów? Jeśli tak, spróbuj nowej produkcji WP Kultura o filmach, netfliksach, książkach i telewizji. "Clickbait. Podcast o popkulturze" dostępny jest na Spotify oraz w aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach. A co jeśli nie słuchasz? Po prostu jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 00:41 i piszę to prosto z serca. nie mam nic. nie wiem co robić. w sumie to zastanawiam się czy jest jakikolwiek sens dalej walczyć. -w rodzinie syf, że aż się rzygać chce -nie mam bliskich znajomych, nikogo (dosłownie). o jakimkolwiek związku nawet nie ma mowy (nie było i raczej nie będzie)-właśnie się dowiedziałam, że nie dostałam się na studia, które były jednym moim marzeniem-mam zryty charakter (tyle wad, że praca nad tym wszystkim to niezła kuźnia) wątpię, że kiedyś uda się mnie zmienićmam teraz w cholerę egzaminów, a sama nie wiem po co to wszystko zaliczać skoro nie chce kontynuować w tym mieście nauki, a na inną uczelnię nie mogę się przenieść (mam za niską średnią)czuję się jak w jakiejś pułapce. nie wiem co robić i nie mogę już tego wytrzymać... chciałabym sobie pomoc, ale nie wiem jak. proszę o jakąś wskazówkę co robić, bo zaraz tu sama oszaleje... Dołączył: 2014-04-23 Miasto: Kraków Liczba postów: 20722 23 czerwca 2015, 01:41 Marudziłaś już kiedyś, prawda? Z innego konta ;) Celowo używam słowo marudziłaś, bo to nie jest zdrowe racjonalne podejście do sprawy. To czy ktoś się wybije czy nie to jest kombinacja wielu czynników: szczęścia, wyników w nauce, doświadczenia zawodowego, tego czy spotkało się po drodze pomocnych ludzi czy żmije, poziomu uczelni, siły własnego charakteru, determinacji, stopnia opanowania sztuki włażenia oknem gdy nie wpuszczają nas drzwiami. To nie działa tak, że jak ktoś ma dwa lata w plecy to powinien się wziąć dwie deski i iść się kłaść na cmentarz, bo jedynym obiektem, który wybuduje będzie własna trumna. Znam masę ludzi, który nie mieli idealnie prostej ścieżki kariery, a większy czy mniejszy sukces odnieśli. Mój własny tata, jest maklerem, żeby nim zostać pracował w banku, bo tam zdobywał potrzebną wiedzę, mimo że nie była to praca jego marzeń. Wyżej wspomniany wykładowca. Moja koleżanka z roku, która ciągnie trzy kierunki, w tym dwa wymarzone i jeden, którego nie lubi, ale za studiowanie którego rodzice jej pomagają finansowo. Ba! Znam chłopaka, który skończył prawo i zaczął medycynę i dziewczynę, która na czwartym roku nielubianych studiów dostała się do wymarzonej szkoły teatralnej. Tylko wiesz dlaczego tym ludziom się udało? - bo potrafili w siebie uwierzyć, nie szukali wymówek, ani usprawiedliwienia żeby móc samemu sobie pozwolić na pogrążanie się w marazmie. mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 01:41 mante napisał(a):Wilena napisał(a):W ramach ciekawostki powiem tak - jeden z wykładowców u mnie na uczelni będąc studentem oblał egzamin z przedmiotu, który teraz wykłada i w zakresie, którego udziela ludziom porad prawnych zarabiając na tym nie małe pieniądze. Opowiada to chyba właśnie po to, żeby dać ludziom przykład, że nie należy się poddawać i porażki naprawdę można zamienić na sukces. Wolisz być teraz dwa lata w plecy, czy przed kolejnych 40 robić coś za czym nie przepadasz i żałować, że nie spróbowałaś po raz kolejny? Na co się dostajesz? Medycyna? Architektura? To chyba norma na tych kierunkach, że sporo ludzi ma parę - rodziny nie zmienisz, ale faceta możesz przecież poznać w każdej chwili - myślisz, że pary dookoła Ciebie się znają całe życie? Też kiedyś musieli na siebie wpaść, przedtem być może też byli sami. Podobnie z przyjaciółmi i znajomymi - po prostu nie zamykaj się (dosłownie i w przenośni) jak chcesz kogoś - nie widzę problemu ;) Sama mam zryty i jakoś żyję - możesz próbować zmieniać coś jeżeli bardzo Ci przeszkadza, ale jakby nie patrzyć to wady są jakąś tam częścią osobowości - każdy jakieś ma, to byłoby przerażające gdyby każdy człowiek na Ziemi stał się nagle idealny, taka inwazja jednakowych cyborgów. architektura... którą niby studiuje na zadupiu. wiem, że to się często zdarza, ale ja mam jednoznaczne skojarzenia: nie udało się=nie nadaję się... nie dość, że jest to kierunek, po którym naprawdę ciężko się wybić to jeszcze na wstępie dwa lata w plecy... to tak obniży moje szanse na sukces, że sama nie wiem czy jest sens walczyć z wiatrakami. wiem, że ludzie się po kilka razy próbują dostać, i się za którymś razem załapią, ale czy wszyscy potem mają satysfakcjonujące życie zawodowe? wątpię. mi się wydaje, że trzeba być jednym z najlepszych, żeby cokolwiek pożytecznego z tego mieć... a tu na wstępie już taki poślizg. nie nadgonię tego już nigdy. taka jest prawda i nie mam co się oszukiwać. teraz mogę tylko marnie łagodzić beznadziejną sytuacje, ale moja szansa już została wykorzystana. jest za późno i nic tego nie poszlam na architekture majac 23 lata. I co? Skonczylam, popracowalam troche. Co do egzaminow wstepnych, to zdawalam na dwie uczelnie, wlasnie jedna to zadupie totalne i tam bardzo kiepsko zdalam rysunek ponoc /na mniej niz niedostateczny/ ...Dwa razy dzwonilam, bo nie wierzylam. Druga polibuda, to tam gdzie chcialam i sie przygotowywalam, zdalam rysunek jako Druga ze wszystkich zdajacych. Czy to nie paradoks jak roznie ocenia sie prace? Trzeba sie uczyc pod konkretna uczelbnie i chodzic na korki do kogos, kto tam wyklada i powie Ci na czym komisja ma bzika w rysunku. Szlifowac reke, matme rozumiec i wtedy sie dostaniesz. Toz u mnie na roku co druga osoba miala 2 lata w plecy, a ja to juz w ogole, bo po drodze zrobilam jeszcze inny, humanistyczny garsc sie wez i dzialaj. wiem, że jesteś po architekturze i pamiętam twoje wpisy odnośnie tego kierunku. wywnioskowałam, że jesteś bardzo niezadowolona... co do mnie: nie chcę tylko dostać się i skończyć, żeby mieć papier i tytuł. ja naprawdę miałam ambitne plany co do mojej przyszłości i ten kolejny rok "przerwy" je całkowicie przekreśla. dlatego piszę, że już nic nie ma sensu, bo jednak coś już straciłam bezpowrotnie. mogę zakasać rękawy, pracować, ale już nigdy nie odzyskam tej szansy. pewnie zostanę na tym cholernym zadupiu i wykształcę się na zgorzkniałą jędze, bez perspektyw na przyszłość. no bo co: rzucę architekturę po to, żeby robić rok przerwy i iść na architekturę?? przecież to jakaś paranoja. ps: poza tym nie ma pewności, że się dostanę za rok mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 01:49 Wilena napisał(a):Marudziłaś już kiedyś, prawda? Z innego konta ;) Celowo używam słowo marudziłaś, bo to nie jest zdrowe racjonalne podejście do sprawy. To czy ktoś się wybije czy nie to jest kombinacja wielu czynników: szczęścia, wyników w nauce, doświadczenia zawodowego, tego czy spotkało się po drodze pomocnych ludzi czy żmije, poziomu uczelni, siły własnego charakteru, determinacji, stopnia opanowania sztuki włażenia oknem gdy nie wpuszczają nas drzwiami. To nie działa tak, że jak ktoś ma dwa lata w plecy to powinien się wziąć dwie deski i iść się kłaść na cmentarz, bo jedynym obiektem, który wybuduje będzie własna trumna. Znam masę ludzi, który nie mieli idealnie prostej ścieżki kariery, a większy czy mniejszy sukces odnieśli. Mój własny tata, jest maklerem, żeby nim zostać pracował w banku, bo tam zdobywał potrzebną wiedzę, mimo że nie była to praca jego marzeń. Wyżej wspomniany wykładowca. Moja koleżanka z roku, która ciągnie trzy kierunki, w tym dwa wymarzone i jeden, którego nie lubi, ale za studiowanie którego rodzice jej pomagają finansowo. Ba! Znam chłopaka, który skończył prawo i zaczął medycynę i dziewczynę, która na czwartym roku nielubianych studiów dostała się do wymarzonej szkoły teatralnej. Tylko wiesz dlaczego tym ludziom się udało? - bo potrafili w siebie uwierzyć, nie szukali wymówek, ani usprawiedliwienia żeby móc samemu sobie pozwolić na pogrążanie się w marazmie. pewnie, że marudziłam, bo ta sprawa mnie gnębi od jakiegoś czasu i gnębić będzie pewnie do końca życia. a że nawet nie mam kogo w realnym świecie dopaść to padło znowu na was... ja wiem, że ludzie walczą i im się udaje, ale u mnie jest za dużo cech wróżących porażkę...chciałabym jeszcze walczyć o siebie. naprawdę. niestety mój plan został tak rozłożony na łopatki, że teraz już nie widzę żadnego rozwiązania tej sytuacji.. rzucić studia? zostać tu? obydwie opcje są śmieszne. Dołączył: 2014-04-23 Miasto: Kraków Liczba postów: 20722 23 czerwca 2015, 02:04 Marudź jak potrzebujesz, po prostu nie wiem po co z innego konta - jak się kogoś kojarzy to się ma mglisty, bo mglisty, ale jednak szerszy obraz sytuacji. Odpowiedz sobie na pytanie co będzie jak nie rzucisz studiów - skończysz architekturę na jakiejś gorszej uczelni, tak? Będziesz miała pewnie mniejsze szanse na dobrą pracę, ale nie zerowe przecież. I co będzie jak rzucisz studia na obecnej uczelni jak dostaniesz się na lepszą - będziesz miała większe szanse na pracę, aczkolwiek zaczniesz ją dwa lata później niż w opcji pierwszej. Każde rozwiązanie ma plusy i minusy, teraz po prostu skalkuluj co jest dla Ciebie ważniejsze. I co oznaczają cechy wróżące porażkę? - moim zdaniem to nie są właśnie cechy, tylko ludzie pozwalają się zepchnąć do roli takiej szarej myszki, wiecznie przestraszonej, wiecznie wycofanej, wiecznie trzymającej się kurczowo starych rozwiązań, tylko dlatego, że te stare, nawet jak są złe, się już zna. Nikt się taki nie rodzi, to przecież my sami i ludzie dookoła kształtujemy charakter. Jasne, jakieś cechy wrodzone się ma - są ludzie, którzy dostali od Bozi jakiś niewyobrażalny talent, albo powalającą charyzmę - ale w większości wypadków to, że ktoś się przebił to wynik jego własnej pracy nad sobą - myślisz, że znanym architektom ktoś rozwijał pod stopami czerwony dywan? Wątpię, myślę, że w większości wypadków musieli się nałazić, nadenerwować, namęczyć jak każdy. Tylko właśnie, łazili, denerwowali się, męczyli, a nie stwierdzali, że nic nie zrobią, bo mają dwa lata w plecy, więc jedynym rozwiązaniem jest siąść i przez 40 kolejnych jak już pisałam, płakać z tego powodu. Teraz Ci się to wydaje szmat czasu, jak masz perspektywę matury i dwóch lat studiów - zobaczysz, że za 20 lat będzie Ci się to wydawało niepoważne skreślać sobie plany z powodu przesunięcia dwóch lat (znaczy nie wiem, jesteśmy w podobnym wieku, ale piszę tak jak mi zawsze starsi ludzie opowiadają, że zupełnie zmienia się perspektywa i to się potem jakoś zaciera wszystko). Dołączył: 2011-03-07 Miasto: Katowice Liczba postów: 496 23 czerwca 2015, 02:21 Skup sie na rozwoju, naucz sie jezyka, popracuj nad swoim charakterem, nabierzesz pewnosci siebie i zaczniesz wierzyc w siebie. Jeszcze nie dawno mialam podobna sytuacje jak Ty, mowilam dookola jakie mam okropne zycie i nie moge nic zmienic...W koncu postanowilam sie wziac za siebie, duzo pomogly mi ksiazki motywacyjne. Wyznaczylam sobie cele zyciowe i moje zycie wyglada lepiej. Nie mam faceta,dlugo nie mialam, ale teraz nawet nie chce, skupiam sie tylko na mi bylam w beznadziejnej sytuacji, wieczna pesymistka, czeste poczucie samotnosci wsrod wielu ludzi, teraz mam inne nastawienie, doceniam to co mam i licze na lepsze tez mozesz! mante Dołączył: 2015-06-23 Miasto: Liczba postów: 127 23 czerwca 2015, 02:32 Wilena napisał(a):Marudź jak potrzebujesz, po prostu nie wiem po co z innego konta - jak się kogoś kojarzy to się ma mglisty, bo mglisty, ale jednak szerszy obraz sytuacji. Odpowiedz sobie na pytanie co będzie jak nie rzucisz studiów - skończysz architekturę na jakiejś gorszej uczelni, tak? Będziesz miała pewnie mniejsze szanse na dobrą pracę, ale nie zerowe przecież. I co będzie jak rzucisz studia na obecnej uczelni jak dostaniesz się na lepszą - będziesz miała większe szanse na pracę, aczkolwiek zaczniesz ją dwa lata później niż w opcji pierwszej. Każde rozwiązanie ma plusy i minusy, teraz po prostu skalkuluj co jest dla Ciebie ważniejsze. I co oznaczają cechy wróżące porażkę? - moim zdaniem to nie są właśnie cechy, tylko ludzie pozwalają się zepchnąć do roli takiej szarej myszki, wiecznie przestraszonej, wiecznie wycofanej, wiecznie trzymającej się kurczowo starych rozwiązań, tylko dlatego, że te stare, nawet jak są złe, się już zna. Nikt się taki nie rodzi, to przecież my sami i ludzie dookoła kształtujemy charakter. Jasne, jakieś cechy wrodzone się ma - są ludzie, którzy dostali od Bozi jakiś niewyobrażalny talent, albo powalającą charyzmę - ale w większości wypadków to, że ktoś się przebił to wynik jego własnej pracy nad sobą - myślisz, że znanym architektom ktoś rozwijał pod stopami czerwony dywan? Wątpię, myślę, że w większości wypadków musieli się nałazić, nadenerwować, namęczyć jak każdy. Tylko właśnie, łazili, denerwowali się, męczyli, a nie stwierdzali, że nic nie zrobią, bo mają dwa lata w plecy, więc jedynym rozwiązaniem jest siąść i przez 40 kolejnych jak już pisałam, płakać z tego powodu. Teraz Ci się to wydaje szmat czasu, jak masz perspektywę matury i dwóch lat studiów - zobaczysz, że za 20 lat będzie Ci się to wydawało niepoważne skreślać sobie plany z powodu przesunięcia dwóch lat (znaczy nie wiem, jesteśmy w podobnym wieku, ale piszę tak jak mi zawsze starsi ludzie opowiadają, że zupełnie zmienia się perspektywa i to się potem jakoś zaciera wszystko). szybciej było założyć nowe konto niż dokopywać się do haseł, ale nie kryję się, że to znowu ja... pozostanie tutaj odpada, bo dopija mnie to miasto, w którym nic się nie dzieje. to hamuje mój rozwój nie tylko na płaszczyźnie zawodowej. zrobienie takiego roku przerwy to teraz ogromne ryzyko. nie będę miała się z czego utrzymać. pewnie musiałabym wyjechać do W-wy (tylko tam się przygotuję do egzaminów). moja mama wpadnie w szał jak się dowie. no i jeśli się nie uda to zostanę z ręką w nocniku. bez studiów tak naprawdę. zarówno jedno, jak i drugie wyjście jest do niczego. pisząc o okolicznościach, które skazują mnie na porażkę miałam na myśli całokształt mojego życia. wiem, że ludziom przytrafiają się różne rzeczy, ale przeważnie każdy ma jakąś deskę ratunku, na którą może liczyć w trudnych chwilach. no ja szukam się co by mogło być dla mnie taką deską i nic nie przychodzi mi do głowy. poza tym mam cechy charakteru, które nie idą w parze z sukcesem i czeka mnie naprawdę ciężka droga, żeby się ich pozbyć. pewnie się taka nie urodziłam, ale moje dzieciństwo to jakaś porażka. jakby to wszystko zsumować to wychodzi totalnie abstrakcyjna wizja dokonania rzeczy niemożliwych. czasem się na to nabieram i próbuję walczyć. jednak zdrowy rozsądek wie, że moje plany są zbyt utopijne, by je zrealizować Dołączył: 2014-09-21 Miasto: Warszawa Liczba postów: 347 23 czerwca 2015, 07:39 A Ty w ogóle chcesz cokolwiek zmienić, czy weszłaś tu tylko ponarzekać? Mam prawie 25 lat i jestem dwa lata w plecy. Nie zdałam w drugiej liceum, później oblałam maturę z matematyki i ustny angielski. Moja średnia w szkole nigdy nie przekroczyła Przynajmniej w gimnazjum/liceum. Chyba nikt nie wierzył, że jestem w stanie dostać się na jakiekolwiek studia, w dodatku nie prywatnie. Dziś studiuję wymarzony kierunek, w tym semestrze moja średnia wynosi w czwartek poprawiam jedyne na 5. Ale nie siedzę na dupie i nie mrudzę, że moje życie nie ma sensu i straciłam jedyną szansę bo to gówno prawda. Zastanów się czego chcesz i jak możesz to osiągnąć, a później weź się do pracy zamiast truć dupę. Dołączył: 2015-05-29 Miasto: olsztyn Liczba postów: 730 23 czerwca 2015, 07:46 weź sie w garsc, a nie wylewasz żale na portalach... sorry, ale wydaje mi się, że masz chwile załamania i teraz będziesz to analizowac Dołączył: 2012-04-17 Miasto: Toruń Liczba postów: 6194 23 czerwca 2015, 08:40 Głowa do góry wszystko sie ułoży Dołączył: 2008-01-27 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 1158 23 czerwca 2015, 08:43 Ja mam 4 lata w plecy: rok przez studia, które okazały się niefajne, 2 lata przez studium policealne i rok przez urodzenie dziecka, więc nie narzekaj. Teraz kończę studia, które mi sie podobają, mam fajną pracę, a moje dziecko idzie do 1 klasy. Po pierwsze świat sie nie zawali jak przełożysz wszystkie walące sie plany na za rok, po drugie może to właśnie ma nauczyć cię pokory?Też jestem taka, że wszystko chciałabym na już, a jak dosięga mnie jakies niezaplanowane niepowodzenie to się dołuję. Tak jest z przeciągającym się remontem, czy z praca magisterską, którą bronię w lipcu a miałam w planach obronić się w czerwcu, ale od tego świat się nie zawali. Uczę się dzięki temu pokory, bo nie zawsze w życiu wszystko będzie szło po Twojej myśli, a sukcesem będzie jak nauczysz się sobie z tym radzić. Nie wiem jak na architekturze, ale ja się w życiu przekonałam, że uczelnia i oceny na studiach nie mają znaczenia. W pracy liczą się charakter, umiejętności, wrodzony spryt i zdolności. zapytał(a) o 19:45 Moje życie nie ma sensu. Hej. Jestem dziewczyną, mam czternaście lat. Imienia wole nie zdradzać. Po prostu chce komuś o tym powiedzieć, a że nie mam komu napiszę to tutaj. Tylko tyle mi pozostało. Więc moje życie nie ma sensu. Rok temu straciłam moją najlepszą przyjaciółkę, teraz nie mam nikogo. Nikt mnie nie rozumie. Mieszkam na wsi, miałam tylko ją. Mieszkała tak blisko. Codziennie się spotykałyśmy. Czasem się kłóciłyśmy, ale od razu się godziłyśmy. Ona jest ode mnie o rok starsza. Zmieniła szkołę, poszła do gimnazjum a ja zostałam jeszcze rok w podstawówce. Właśnie wtedy się wszystko popsuło. Ona poznała inną dziewczynę i się z nią zaprzyjaźniła. Mnie tak po prostu zostawiła, bez słowa. Nawet gdy o tym pisze mam łzy w oczach. Nie wiem dlaczego to zrobiła, przyjaźniłyśmy się tyle lat... I nagle to wszystko zniknęło. Ja zostałam sama jak palec. Całe wakacje siedziałam sama w domu, rodzice mnie wyganiali na dwór ale ja nie miałam po co iść. Miałam sama siedzieć na dworze i patrzeć jak moja była przyjaciółka cieszy się życiem ? Wolałam siedzieć w domu. To nie było dla mnie łatwe. Chodzę teraz do pierwszej gimnazjum, mam w klasie kilka koleżanek. Ale to tylko w szkole. Gdy jestem w domu, jestem sama. Gdy przychodzi weekend siedzę w domu i nic nie robię. Patrzę przez okno jak inni bawią się na dworze. Ja już nie mam po co żyć. Szkoła, dom, szkoła, dom i tak w kółko. A zaraz koniec roku szkolnego i wakacje. Ja tego nie wytrzymam. Miałam już myśli samobójcze i nadal je mam. Nie chce żeby moja rodzina cierpiała. Chociaż po mnie to raczej nikt nie będzie płakał. Jestem tylko niepotrzebnym nikomu śmieciem, który nie ma życia... Próbowałam wyjaśnić tą sytuacje i odzyskać moją przyjaciółkę. Jednak nie udało się, zresztą mi się nigdy nic nie udaje. Mówią, że prawdziwa przyjaźń jest, a o fałszywą nie warto walczyć. Więc odpuściłam. Nie wiem już co robić. Piszcie co sobie chcecie. Chciałam to tylko wyrzucić z siebie. Mam nadzieje, że mnie zrozumiecie. Myślę, że i tak w najbliższym czasie moje życie sie skończy. Nie ma ono jakiegokolwiek sensu. Codzienna monotonia mnie wykańcza. Odpowiedzi Jak byłam w zerówce miałam to samo co ty, koleżanka poszła sobie to innej klasy niż ja (specjalnie), ona do 1c, a ja do 1b. Tak nasze drogi się rozwiodły. I też znalazła sobie nową koleżankę. Płakałam tak samo jak ty. Miałam wtedy 6-7 lat to za mało by mieć myśli samobójcze. Tak rozumiem cie, zobaczysz, jeszcze będzie cie potrzebowała. ♥stoned♥ odpowiedział(a) o 19:55 Kłótnie z przyjaciółką są normalne. A wręcz potrzebne bo to wzmacnia tą przyjaźń ♥ .Myślę,że Ty również powinnaś znaleźć sb jaką nową przyjaciółkę. Tamta najwidoczniej nie była tego warta skoro znalazła sobie nową. Zobaczysz , kiedyś się na niej przejedzie i będzie żałować , to tyko kwestia czasu,ale pewnie już będzie wtedy za późno. A Ty powinnaś tym bardziej wziąć się za mają naprawdę gorsze sytuacje życiowe a nie na to tak ; są ludzie ,którzy nie mają gdzie mieszkać , są ludzie,którzy mają rodzica alkoholika ( a co gorsza dwóch ) a już najgorsze jak się nie ma w ogóle rodziców. Przemyśl sobie to. Rodzicie mają Ciebie. Ty masz ich . Bez nich nie miałabyś niczego. To chyba dobrze,że się Tobą interesują , troszczą i martwią . Naprawdę , myśli samobójcze nie są tutaj wcale potrzebne. Monotonnia to nic strasznego. Można a nawet trzeba to zmienić. Tylko wystarczy chcieć. Chcieć ! ! ! . A Ty na pewno sb poradzisz. A to,że to tutaj napisałaś świadczy o tym,że jesteś otwarta i nie boisz się ;) . A to już połowa sukcesu :3 . Zastanów się nad tym. Co tak naprawdę jest dla Ciebie najważniejsze. Czy Twoja ( najwidoczniej nie warta ) przyjaciółka czy własna rodzina ! . Mam nadzieję,że pomogłam chociaż troszkę . Trzymam kciuki. Pozdrawiam ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub

moje życie nie ma sensu